Nowości O nasO rasieKocuryKotkiKastraty i weteraniza "Tęczowym Mostem" ...WystawyKOCIĘTAPLANY hodowlanePoprzednie miotyZanim kupisz kotaPORADNIKLinkiKontakt  

Felinoterapia - z doświadczenia!

  powrót  

Dzisiaj temat trochę poważniejszy, ale coraz częściej poruszany przez osoby poszukujące kota dla swojej rodziny. Mam na myśli felinoterapię.
Słowo już coraz bardziej znane, jednak nadal traktowane jest z niedowierzaniem. Jak to? Terapia kotem? Z kotem? Mruczeniem?
A właśnie tak.

Felinoterapia jest wykorzystywana bardzo często podczas pracy z dziećmi niepełnosprawnymi, także mającymi problemy nerwowe, lękliwymi lub przesadnie agresywnymi. Koty doskonale wpływają ma wyciszenie, przekazują bardzo pozytywną energię i przebywanie z nimi ma wyjątkowo kojący wpływ na człowieka. W Stanach Zjednoczonych wpływ kotów na ludzi jest w ten sposób wykorzystywany od dawna, w Polsce to nadal nowość.
Koci terapeuci zaczynają się pojawiać w hospicjach dziecięcych czy domach seniora. Felinoterapia jest już często stosowana w naszym kraju również - w pracy z dziećmi autystycznymi.
Koty mają szczególne predyspozycje do pracy z ludźmi cierpiącymi na schorzenia psychiatryczne - ich obecność pobudza zmysły, daje radość. Kot jest cierpliwy, miły w dotyku, daje się pieścić - przez co wyciąga z człowieka złe emocje.
Oczywiście, do felinoterapii wykorzystywane są zwierzęta ze specjalnymi do tego predyspozycjami. Kot musi być ufny, oswojony z obecnością dużej grupy ludzi, lubiący pieszczoty. Musi być to zwierzę mało lękliwe i oczywiście zaszczepione, odrobaczone i w 100% zdrowe i sprawne fizycznie.
Posiadanie kota wskazane jest też osobom słabym psychicznie, które miewają stany depresyjne lub wybuchy agresji. Nie ma się więc czemu dziwić, kiedy specjalista zachęca wręcz pacjenta do sprawienia sobie nowego przyjaciela  - lub przynajmniej wzięcia udziału w zajęciach z felinoterapii - jako znakomite wsparcie leczenia.

Dobrze, dobrze - powiecie - teoria jest świetna. Ale czy tak wygląda praktyka? Czy to ma potwierdzenie w "normalnym świecie" czy jest kolejnym wynalazkiem szalonych naukowców?
Ja sama, jako hodowca - do niedawna miałam na ten temat jedynie wiedzę książkową, pochodzącą z literatury czy artykułów znalezionych w internecie. Jednak teraz, kiedy 2 z kotów pochodzących z naszego domu mieszka z dziećmi niepełnosprawnymi, mogę mieć na ten temat własne zdanie. To niesamowite, jak wspaniale efekty przynosi taki koci terapeuta mieszkający ze swoim ukochanym "Pacjentem".

Pierwszym koto-terapeutą pochodzącym z naszego domu została Domenka - kotka rosyjska niebieska, która już jako dorosłą kocica przeniosła się Oli i jej mamy Joli. Domenka została promykiem słońca przebijającym się przez Tęczę Oli. Więcej o tych dzielnych dziewczynach i ich walce z rzadką chorobą jaką jest Zespół Leigha, możecie przeczytać i posłuchać TUTAJ.
Stronka Oli otworzy się kliknięciu w zdjęcie.



Drugim kocim terapeutą z naszej hodowli został kocurek rasy Burmilla - Nimir. Nimirek trafił do Antosia - cudownego, dzielnego chłopca i jego - nie mniej dzielnej mamy Rysi i reszty Rodzinki. Mały Tosiu, wspaniały chłopak - cierpi na zanik mózgowia oraz Zespół Westa. Jego mama opowiada tak wspaniałe historie o Tosiu i jego kocim przyjacielu, że nie sposób tego opowiedzieć. Zawsze bardzo się wzruszam, kiedy o nich myślę.... Więcej o Antosiu i jego walce znajdziecie TUTAJ, a po kliknięciu w jego zdjęcie zostaniecie przeniesieni do jego stronki na FB.



Tak, felinoterapia działa. Tak - warto mieć kota. Nic dodać, nić ująć.

Bardzo dziękuję mamom dzieci ukazanych na zdjęciach za zgodę na ich publikację.